Autor Wiadomość
angelina
PostWysłany: Pon 22:00, 18 Cze 2007    Temat postu:

Ja się właściwie na ten temat nie nadaję, bo z nikim się nie rozstałam - w gimnazjum mam ekipę z podstawówki, nigdy się nie przeprowadzałam i dobrze jest Very HappyVery Happy dramat będzie w czwartek na zakończeniu 3 klasy gimnazjum - nie wyobrażam sobie, że nie będę chodzic w liceum do tej samej szkoły ze znajomymi Sad będę wam się tu żalic niedługo Wink

co do znajomych z poprzednich szkół - parę razy się umówimy i koniec, są nowi. Chyba że weźmiemy się za siebie i będziemy regularnie spotykac, chociaż i tak kontakt trochę się zatrze. Może nie całkowicie, ale troszkę tak.

a nauczyciele - zawsze najbardziej ich lubię na zakończenie roku Very HappyVery Happy ale naszej boskiej nauczycielki od religii... - niestety, to jest przypadek ekstermalny, szczerze jej nie znoszę Razz
Silje
PostWysłany: Śro 18:49, 09 Maj 2007    Temat postu:

oj ja to się tej naszej matury boję...
Cecylia
PostWysłany: Śro 18:46, 09 Maj 2007    Temat postu:

Sakowska - ZUOOOO !! A kysz! A kysz!

Dla niewtajemniczonych: Pani S. jest naszą nauczycielką niemieckiego. Ogólnie jest beeee, wredna, ironiczna x) i czepialska XD na szczęście, i nasze i jej, jest u nas jedynie na zastępstwie, pół roku, gdyż nasza 'właściwa' pani się 'zaciążyła', tj. zaszła w ciążę z panem, który również uczy w naszej szkole i również j.niemieckiego, ale nie o tym miałam mówić... Pani S. nas nie lubi, a my odwzajemniamy jej uczucia xD

Pani B. natomiast to nasza polonistka, której nie cierpię (z wzajemnością chyba), ale inni ją lubią <Charlotta i Zmora> więc jest to temat kontrowersyjny i nie będę go tutaj poruszać.

a Szuba - w-fistka, przeżyła historię rodem z harlequina. Były dwie siostry. Jedna miała męża czy tam narzeczonego. Druga jej tego faceta odbiła. Tak więc ta pierwsza i męża straciła, i siostrę, bo są ciągle pokłócone, a żeby było śmieszniej obie pracują w naszej szkole i obie uczą w-fu. Nasza Szuba jest tą 'poszkodowaną' siostrą i jest trochę wredna i marudna, ale da się z nią wytrzymać. Czasami nawet idzie nam na rękę.


Ale w sumie nie o tym ten temat jest... xD Żeby było na temat:

Tak więc rozstanie z poprzednią klasą, rozstanie z gimnazjum było końcem jednego z wielu okresów w naszym życiu, a zarazem początkiem okresu licealnego. I teraz, byle do matury !
Silje
PostWysłany: Śro 17:30, 09 Maj 2007    Temat postu:

Pani B jest świetna Razz gorzej z Panią SZ i S Razz
Cecylia
PostWysłany: Wto 19:12, 08 Maj 2007    Temat postu:

Cecylia napisał:

Zmora napisał:
Ja staram się zapominać o tym co złe, pamiętać co dobre. A wnioski w różnych przeżyć zachowywać i wykorzystywać, by nie popełniać tych samych błędów.

Co do tych błędów. Teraz po zakończeniu tego gimnazjum, żałuję, że tak często narzekałam na nauczycieli. Bo jak teraz pomyślę o nich, to przecież chcieli dla nas jak najlepiej. Niektórzy naprawdę byli złośliwi, ale większą część naszych 'belfrów' źle oceniłam. I wiem, że w Liceum możemy trafić na gorszych nauczycieli. wtedy dopiero będziemy wspominać tych, którym dokuczaliśmy w gimnazjum... Szkoda, że dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę... Ale w przyszłości spróbuję nie popełnić tego błędu. Napisałam 'spróbuję', bo nie mogę tego obiecać.

A teraz narzekam jeszcze bardziej błeheh xD Jestem wredna ;D Naprawdę, próbowałam, jednak nauczyciele są jak temat-rzeka. Lubię na nich narzekać Wink
Cecylia napisał:
I wiem, że w Liceum możemy trafić na gorszych nauczycieli.

No kurde, wykrakałam. Chociaż w sumie gorsi nie są... ale i tak ich nie lubię. <Pani B.>
Silje
PostWysłany: Nie 15:36, 11 Mar 2007    Temat postu:

I widzicie, jednak sie udało Very Happy i jesteśmy razem, nie wiem co bym bez Was zrobiła, a szczególnie teraz. Nie wyobrażam sobie, że w ogóle mogłabym chodzić do innej szkoły, mieć inna klasę... innych przyjaciół...
Silje
PostWysłany: Czw 13:45, 13 Lip 2006    Temat postu:

Asiu tu się mogę zgodzić, choć nie raz na nich narzekałam... Very Happy ale tak jak pisałyście wcześniej. Często doceniamy ludzi dopiero po rozstaniu... z nauczycielami też tak było...a Helcia to mnie nawet zadziwiła na koniec roku.
Ja oczywiście mam nadzieję, że po naszym rozstaniu nadal będziemy się razem trzymać, bo nie wiem czy uda mi się przeposać do waszego liceum...a tak bardzo bym chciała.
Zmora z Czarnych Sal
PostWysłany: Pią 21:22, 30 Cze 2006    Temat postu:

Ja jednak uważam, że nasza klasa była najlepsza w roczniku.

Koniec gimnazjum. Początek liceum.
Dobra! Mam wakacje. Nie filozofować, ale odpoczywać (no tak na bank Very Happy)
SagaSimon
PostWysłany: Czw 11:03, 29 Cze 2006    Temat postu:

Bo to właśnie z nami tak jest, że dopiero po czasie doceniamy to co było dobre Wink Ale przynajmniej pozostają wspomnienia Smile
Cecylia
PostWysłany: Pon 17:22, 26 Cze 2006    Temat postu:

Ostatnio był koniec roku szkolnego... co wiąże się z wieloma rozstaniami. Niektóre są co prawda krótkotrwałe, dwumiesięczne, ale w moim przypadku (właśnie skończyłam klasę III gimnazjum) było to rozstanie na dłużej. Może się nawet zdarzyć tak, że z niektórymi ludźmi nie zobaczę się nigdy wiecej.

Ale ja nie płakałam na zakończeniu.
Po pierwsze wcale tak bardzo nie lubiłam naszej klasy. Ludzie mowili, że byliśmy zgrani, ale ja tak nie uważam. Rzeczywiście, dużo osób potrafiło się zgrać, ale tylko w przypadkach, gdy chodziło o jakieś melanże, picie albo przeszkadzanie i uniemożliwianie nauczycielom przeprowadzenia lekcji. Ale poza tym... Czy byliśmy zgrani? Nie... Tak naprawdę ludzie nawzajem obgadywali się... wyzywali... i to mi się nie podobało w naszej klasie.
Po drugie to mam nadzieję, że z osobami, z którymi byłam najbardziej związana, spotkam się w Liceum lub jakby coś poszło nie tak, po prostu będę utrzymywała z nimi jakiś kontakt. Choć co do tego 'utrzymywania kontaktu' wiem jak to jest... Na początku jest "będę dzwonić, pisać SMSy, tęskić", "będziemy się spotykać", "odwiedzać Cię będę", itd., ale potem każdy znajduje nowych znajomych, chodzi do innej szkoły i zapomina o dawnej przyjaciółce/dawnym przyjacielu. Czasem tylko przypadkowo spotyka go/ją na mieście, prześle jej/jemu SMSem życzenia na święta... i obieca, że ją/jego wkrótce odwiedzi... a to nigdy się nie wydarzy...Tak było po skończeniu podstawówki... ;'/


Jeżeli chodzi o pytanie z tematu: "Rozstanie - koniec czy początek?"
Odpowiem na podstawie wyżej wspomnianego przypadku. Dla mnie jest to koniec jednego z wielu okresów w moim życiu... ale początek innego. Niedługo poznam nowych znajomych, a ci z gimnazjum pozostaną jedynie w moich wspomnieniach (no może nie wszyscy). Ale to nie dotyczy tylko osób. Jest to przecież także zmiana szkoły, otoczenia, poziomu nauczania.



Zmora napisał:
Ja staram się zapominać o tym co złe, pamiętać co dobre. A wnioski w różnych przeżyć zachowywać i wykorzystywać, by nie popełniać tych samych błędów.

Co do tych błędów. Teraz po zakończeniu tego gimnazjum, żałuję, że tak często narzekałam na nauczycieli. Bo jak teraz pomyślę o nich, to przecież chcieli dla nas jak najlepiej. Niektórzy naprawdę byli złośliwi, ale większą część naszych 'belfrów' źle oceniłam. I wiem, że w Liceum możemy trafić na gorszych nauczycieli. wtedy dopiero bedziemy wspominać tych, którym dokuczaliśmy w gimnazjum... Szkoda, że dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę... Ale w przyszłości spróbuję nie popęlnić tego błędu. Napisałam 'spróbuję', bo nie mogę tego obiecać.


~*~
Troszkę się rozpisałam. mam tylko nadzieję że zrozumicie moje zagmatwane myśli Wink
Silje
PostWysłany: Wto 13:21, 20 Cze 2006    Temat postu:

W życiu przeżyłam jedno strasznie bolesne rozstanie, ale o nim piałam w temacie o naszych charakterach. Powiem Ci, że niełatwo kogos zapomnieć jeśli wiele dla Ciebie znaczył... Alan zostanie jeszcze bardzo długo w mojej pamieci. I choć bardzo bym chciała pamietać same dobre chwile, to zazwyczaj na myśl przychodzą mi te smutne, nie wiem sama dlaczego...
Zmora z Czarnych Sal
PostWysłany: Wto 13:04, 13 Cze 2006    Temat postu: Rozstanie - koniec czy początek?

W ciągu życia nie raz musimy się pożegnać z przyjaciółmi. Kończymy związek. Zmieniamy miejsce zamieszkania. Przechodzimy do kolejnych szkół. Wkraczamy w nowe etapy życia. Często musimy porzucać jedną pasję by móc rozwijać inną.

Jak radziecie sobie z bólem ropzstania? Czy od razu stawiacie czoła nowemu? Zapominacie o starym? Żyjecie wspomnieniami?

Ja staram się zapominać o tym co złe, pamiętać co dobre. A wnioski w różnych przeżyć zachowywać i wykorzystywać, by nie popełniać tych samych błędów.

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group